niedziela, 12 listopada 2017

Mięso w środku lasu

          Jak co piątek wieczór, umówiliśmy się z kumplami na spotkanie u jednego z nas. Tym razem mieliśmy się spotkać u Piotrka, który mieszka trzy kilometry ode mnie. Nie widziało mi się iść taki kawał, zwłaszcza, że jest środek jesieni i pogoda nie dopisuje. Postanowiłem, że zrezygnuję tym razem z alkoholu i przyjadę samochodem.  Zbliżała się godzina spotkania więc założyłem na siebie ulubioną czarno-niebieską cienką kurtkę i wyszedłem z domu. Miałem w zwyczaju dwa razy sprawdzać czy zamknąłem drzwi, po upewnieniu się wsiadłem do swojego zielonego opla corsy.  Mimo siedemdziesięciu pięciu koni mechanicznych pod maską i niekoniecznie pięknego zapachu wnętrza samochodu, jazda nim bardzo mnie zadowalała. Uwielbiałem słuchać starej muzyki podczas samotnych dróg. Szybko dojechałem na miejsce spotkania. Zaparkowałem swoją bestię na parkingu przy mieszkaniu kolegi, a kluczyki schowałem do wewnętrznej kieszonki kurtki. Byliśmy we trzech, mimo, że nie piłem, naprawę miło spędziłem czas. Mogliśmy w spokoju pogadać, powyzywać się wzajemnie w zależności kto z kim przegrał wyścig w  piątej części Gran turismo. Oczywiście nie zabrakło niezdrowych przekąsek takich jak chipsy paprykowe, popcorn i słone krakersy. Tomek starał się bronić przed jedzeniem  i alkoholem tłumacząc się, że prowadzi zdrowy tryb życia. Faktycznie był wysportowany i nie jeden by mu pozazdrościł ciała, jednak raz na jakiś czas można sobie pozwolić na małe odstępstwo. Piotrek nie musiał go długo namawiać, aby zmienił zdanie. Był jego kompletnym przeciwieństwem, mimo, że był szczupły, jadł chyba wszystko co mógł, nie obchodziło go czy jest to zdrowe jedzenie czy też nie. Wszystko trawił w zastraszającym tempie. Ja byłem kimś pośrodku. Starałem się nie jeść zbyt często śmieciowego jedzenia, ale jak naszła mnie ochota, nie broniłem się przed tym. Miałem też trochę mięśni, ale do Tomka nie mogłem się porównywać. Zabawa trwała w najlepsze. Zanim się obejrzałem było po jedenastej, uznałem, że powinienem pomału wracać do domu. Pożegnałem się ze znajomymi i udałem się do swojego domu. Gdy znalazłem się przed swoją posiadłością, szybko wszedłem do środka i udałem się do łazienki w celu kąpieli. Następnego dnia miałem w planach zrobienie zakupów i podróż do miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. Chciałem kupić sobie używany telefon Samsung Xcover 4, z tego względu, że mój aktualny telefon ma już swoje lata i pora na coś nowego. Posiadacz modelu jaki mnie interesował zaproponował spotkanie w celu oszczędzenia kosztów wysyłki. Nie widziałem w tym nic złego, zaoszczędzę kilka groszy i przy okazji zwiedzę jakieś ciekawe miejsce. Po kilku minutowym prysznicu położyłem się na łóżku i zasnąłem.
            Gdy nastał ranek, wyjątkowo szybko wstałem na nogi. Założyłem na siebie lekko wytarte granatowe jeansy z paskiem oraz czarną bluzę z kapturem. W lodówce nie miałem zbyt wielu składników, więc na śniadanie musiałem się zadowolić zwykłą kanapką z plasterkiem sera. Około godziny dziesiątej udałem się do marketu, aby zrobić większe zakupy, takie które starczą chociaż na tydzień. Po powrocie do domu przygotowałem sobie skromy obiad, czyli makaron z sosem pieczarkowym. Będąc najedzonym zrobiłem sobie krótką drzemkę. Gdy się obudziłem, spoglądnąłem na zegarek i uznałem, że lepiej będzie jak już wyruszę . Przecież nie chciał bym się spóźnić. Moje autko miało prawie pełny poziom paliwa, więc spokojnie mogłem ruszyć w trasę.Droga przebiegała spokojnie i leniwie, po około godzinie byłem już na miejscu.  Zaparkowałem samochód przy najbliższym parkingu i czekałem na sprzedawcę. Miejscowość w której się znajdowałem nie była najpiękniejsza. Większość budynków wyglądała na bardzo stare, były zbudowane przeważnie z czerwonej cegły. Ramy okien były drewniane i pokryte białą farbą, która przez lata zdążyła się pozdzierać . Kilkoma wyjątkami były wyraźnie odnowione domu w różnych kolorach. Najpewniej należały do mieszkańców, którym się powodziło i chcieli odpocząć od miasta. Korzystając z tego, że do spotkania miałem jeszcze kilka minut, wyszedłem z samochodu, a kluczyki schowałem jak zawsze do kieszonki wewnątrz kurtki. Z pewnością mój wygląd i ubiór nie pasował do wyglądu mieszkańców wsi.  Poszedłem do małego sklepu spożywczego. Przed sklepem zaczepił mnie bezdomny. Ubrany był w podarte i brudne jeansy oraz ciemno-czerwoną kurtkę. Oczywiście próbował dostać ode mnie kilka drobnych, jego głos był dość dziwny jak na dorosłego człowieka. Miał wysoki głos z chrypką o ile tak to można opisać. Nie dałem mu pieniędzy, bo byłem pewny, że wyda je na alkohol. Po kupieniu sobie wody zauważyłem mężczyznę z którym miałem się spotkać. Był on wysokim facetem z czarną krótką brodą i okularami. Wymiana przebiegła szybko i pomyślnie. Dla pewności sprawdziłem przy nim czy telefon działa jak należy, na szczęście nie było żadnych problemów.  Rozmawialiśmy jeszcze kilka minut po czym się rozdzieliliśmy. Gdy wracałem do samochodu  zauważyłem, że tym razem bezdomny zaczepił jakiegoś innego mężczyznę, który wyglądał na zainteresowanego rozmową. Był to dobrze zbudowany wysoki mężczyzna z siwymi włosami we wszystkie strony. Z pozoru nie wyróżniał się zbytnio od nikogo. Ubrany był w wojskowe spodnie oraz czarną kurtkę. Widać było, że ma już swoje lata o czym świadczyło wiele zmarszczek na jego twarzy. Nagle odwrócił głowę w moim kierunku jakby słyszał to co o nim myślałem. Delikatnie się uśmiechnął i wrócił do rozmowy z biedakiem. To nie był zwykły uśmiech, tylko taki ,który przyprawia Cię o ciarki na plecach. Gdy chciałem już wyciągnąć kluczyki do samochodu, spostrzegłem, że w mojej przedniej prawej oponie jest wbity gwóźdź. Musiałem przypadkowo na niego wjechać dosyć niedawno, ponieważ nic nie poczułem podczas jazdy oraz w oponie było jeszcze całkiem sporo powietrza. Niestety nie umiałem samemu zmienić opony, a nawet gdybym umiał, jest na to zbyt ciemno. O lawecie nawet nie myślałem, bo zwyczajnie w świecie nie stać mnie na nią a ze znajomych jestem jedyny, który ma samochód. Postanowiłem przejść się do mechanika, niestety gdy tylko go znalazłem rozczarowałem się, ponieważ dziś już był zamknięty i musiałem poczekać do jutra. Pomyślałem, że przynajmniej pójdę spać do motelu zamiast w samochodzie. Będę czuł się bezpieczniej. Cena za jedną noc też nie powinna być zbyt duża, więc czemu nie ? Będąc w drodze do motelu, cały czas czułem na sobie czyiś oddech, świadomość, że nie jest się samemu a nikogo się nie widzi sprawiała, że cały zaczynałem się pocić. Po pokonaniu kolejnego zakrętu usłyszałem za mną kroki, ze strachu podskoczyłem i szybko się odwróciłem. Niestety zostałem ogłuszony jakimś przedmiotem w głowę i jedyne co zdążyłem zobaczyć przed utratą przytomności to jakąś zakapturzoną postać.
          Ocknąłem się z ogromnym bólem głowy, będąc przywiązany do krzesła przy ścianie w jakiejś piwnicy. Całe pomieszczenie było w kształcie kwadratu, który wypełniał duszący odór stęchlizny i krwi . W pół przytomny rozejrzałem się dookoła. To co zobaczyłem to był jakiś horror. Ściany były całe pochlapane krwią, z sufitu zwisały haki również we krwi. Najpewniej było na nich coś niedawno wieszane.Po lewej stronie leżał metalowy stół z najpewniej narzędziami do przygotowywania mięsa. Po mojej prawej stronie stała drewniana szafka z jakimiś słoikami. Nie byłem w stanie rozpoznać zawartości. W pełni odzyskałem przytomność, gdy usłyszałem otwieranie drzwi i schodzenie po skrzypiących schodach. Byłem dosłownie sparaliżowany strachem. Tego co mnie ogarniało nie dało się opisać normalnymi słowami. Do piwnicy zszedł ten sam człowiek, który rozmawiał z bezdomnym przed sklepem. Od razu go rozpoznałem, nawet nie próbował zasłaniać twarzy. Jedynie co byłem wtedy w stanie zrobić to przełknąć ślinę co i tak sprawiło mi sporo trudności. Z gardła nie mogłem wydać żadnego dźwięku. Mężczyzna stał przede mną i się uśmiechnął. 
–Wierz, że od razu mi się spodobałeś? Jak tylko Cię zobaczyłem, czułem, że muszę Cię zdobyć – Powiedział bawiąc się nożem.
Nie byłem w stanie odpowiedzieć, za bardzo się bałem by cokolwiek zrobić.
–Nie chcesz ze mną rozmawiać ? Nic nie szkodzi– kontynuował.
–Pozwoliłem sobie przywłaszczyć twój telefon z kieszeni spodni. Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że go uszkodziłem–  w tym czasie usłyszałem krzyki z góry. Poznałem ten głos, należał do bezdomnego spod sklepu.
–Co tu się dzieje?! Pomocy ! –krzyczał swoim zachrypniętym wysokim głosem.
–Przepraszam Cię, ale muszę na początku zająć się tym na górze , chyba sam rozumiesz–  uśmiechając się poszedł z nożem na górę i zamknął drzwi.
            Musiała minąć chwila zanim dotarło do mnie w jakim gównie się znalazłem. Gdy tylko to zrozumiałem, chciałem się wydostać za wszelką cenę. Zobaczyłem, że na podłodze przy mojej prawej nodze leży spory kawałek szkła. Pomyślałem, że uda mi się nim przeciąć liny . Starałem się jak najdelikatniej przewrócić się z krzesłem na podłogę, aby dosięgnąć szkła. Wiedziałem, że jak narobię zbyt dużo hałasu to on tutaj wróci i nie wiadomo co ze mną zrobi. Udało mi się jakimś cudem dosięgnąć odłamka i mimo pokaleczenia sobie dłoni, przeciąć linę. Gdy mogłem już wstać, oparłem się dłonią o szafkę przy ścianie. Spoglądnąłem na słoik i dosłownie zwymiotowałem. W słoiku była zanurzona w cieczy ludzka ręka! Trafiłem do domu jakiegoś psychopaty kanibala. Na szafce znajdowało się kilkanaście słoi, każdy z jakąś częścią ciała i przyklejoną karteczką. Na stole z kolei znajdowały się zdjęcia ofiar.  A raczej to co z nich zostało. Wszystkie zdjęcia przedstawiały go jedzącego jakąś kończynę. Nie ważne czy rękę, nogę czy głowę.
Miał przynajmniej jedno zdjęcie ze wszystkim. Musiałem się z wydostać z tego koszmaru. Rozglądałem się pokoju i zobaczyłem smugę światła pod płachtą na ścianie nad stołem. Najpewniej był już świt. To było wybawienie, na samej górze tej ściany znajdowało się nieduże poziome okno przez które dałbym radę się przejść. Nie miałem go jak otworzyć, jedynym wyjściem byłoby rozbicie okna. Taki hałas na pewno by go przyciągnął, ale jeżeli tego nie zrobię to nigdy się nie wydostanę. Postanowiłem zaryzykować i wziąłem do ręki jakiś stary metalowy tłuczek leżący na stole. Z całej siły rozbiłem szybę i usunąłem resztę szkła które zostało w  ramie okna. Słyszałem jak ten psychopata próbuje otworzyć drzwi. Wszedłem na stół i przeszedłem przez okno kalecząc się po brzuchu . Gdy już prawie wyszedłem, on wbiegł do piwnicy i przejechał mi nożem wzdłuż łydki. Udało mi się ją wyciągnąć, ale z bólu prawie straciłem przytomność.
–Jeszcze Cię dorwę!– krzyczał.
           Uciekałem nie odwracając się za siebie. Jego dom znajdował się w jakimś lesie. Nie wiedziałem w którym kierunku mam się udać, wiec starałem się biec przed siebie. Po kilku minutach i upewnieniu się, że nie ma go za mną dotarłem do drogi. Rozglądałem się i zobaczyłem, że jakieś dwa kilometry ode mnie znajduje się wieś do której przyjechałem. Mimo mojego opłakanego stanu, ogromnego bólu nogi i panującego zimna starałem się ze wszystkich sił, aby nie stracić przytomności i jak najszybciej stąd uciec. Musiało być naprawdę bardzo wcześnie, bo wieś była kompletnie pusta i wszystko było zamknięte. Gdy dotarłem na parking gdzie miałem zaparkowany samochód, znalazłem kluczyki w swojej wewnętrznej kieszeni kurtki. Szaleniec sprawdził mi tylko spodnie. Otworzyłem samochód i jak najszybciej odjechałem. Nie obchodziło mnie, że jadę z przebitą oponą. Liczyło się dla mnie tylko to, że udało mi się uciec.
  
              

czwartek, 19 października 2017

Mr Raven

              Sennie otworzyłem oczy , to co zobaczyłem momentalnie mnie rozbudziło. Byłem w powietrzu , spadałem z ogromną prędkością na jakiś ogromny budynek. Zacząłem krzyczeć ˜–JA SPADAM !!! RATUNKU !!! NIECH MI KTOŚ POMOŻE !!!– Bezskutecznie machałem rękami i nogami we wszystkie strony licząc ,że to coś da. Leciałem coraz szybciej i zbliżałem się budynku , ze strachu zamknąłem oczy. Nagle się obudziłem , cały zalany potem. –To był tylko koszmar– pomyślałem. Dotykałem się dłońmi po całym ciele ,aby się upewnić ,że jest to rzeczywistość.Gdy już byłem pewny ,postanowiłem wziąć zimny prysznic i lekko ogarnąć swoje spocone ciało. Będąc pod prysznicem zastanawiałem się czym spowodowane są moje coraz częstsze koszmary . Mimo długiego rozmyślania nie mogłem na nic wpaść , uznałem więc ,że to po prostu moja psychika robi sobie ze mnie żarty. Po prysznicu usiadłem przed telewizorem i otworzyłem zimnego żywca z lodówki. Włączyłem swój ulubiony kanał o samochodach i siedziałem tak prawie do południa. Gdy złapał mnie głód , udałem się do pobliskiego sklepu. Moje zakupy na ogół były dosyć proste i małe , kilka chińskich zupek , makaron , jakieś mięso oraz piwo , oczywiście te schłodzone. Nie widziałem zbyt wielu klientów , pewnie było to spowodowane tym ,że o tej godzinie ludzie jeżdżą do swoich znajomych na niedzielne spotkania. W ciągu dwudziestu minut wróciłem do swojego małego domu.  Zakupy położyłem w  kuchni i zabrałem się za przygotowywanie posiłku. Może makaron z mięsem to nie jest najbardziej wykwintne danie , ale jest jednym z niewielu ,które potrafię przygotować. Po przygotowaniu jedzenia , siadłem przy stole i zacząłem delektować się posiłkiem.
              Podczas spożywania ,spoglądałem na zdjęcie przede mną. Była na nim kobieta w ciąży. Nazywała się Madzia , dwudziestoośmio letnia piękność z długim blond warkoczem. Ubrana w białą  prostą sukienkę w fioletowe kwiaty ,która nadawała jej jeszcze więcej uroku. Na fotografii uśmiechała się i trzymała oburącz za brzuch. Nie mogłem przestać wpatrywać się w jej błękitne oczy, dokładnie jak w dniu kiedy się spotkaliśmy. Byliśmy parą przez cztery calutkie lata ,aż w końcu ona nie wytrzymała. Trzy lata temu zostawiła mnie będąc w ciąży , chciała dla dziecka jak najlepiej, To wszystko rozpadło się przeze mnie . Oszukiwałem rodzinę z pieniędzmi , wolałem je wydać na wódkę ,niż na osoby ,które powinny być dla mnie najważniejsze. Jeżeli jakimś cudem zostawały mi jakieś drobne , wrzucałem je do automatu w barze i liczyłem na szczęście. Nic sobie nie robiłem z awantur i płaczu mojej ukochanej. Wmawiałem sobie ,że najzwyczajniej w świecie wszystko wyolbrzymia i ,że nie jest przecież tak źle. Aż w końcu nadszedł ten dzień... Kolejny raz wróciłem  do domu pijany , jednak tym razem nie było awantury , nie było krzyków. Nic nie było. Moja księżniczka odeszła . Wiedziała ,że nie dam rady się zmienić , chciała dobra dziecka. Jedyne co po sobie zostawiła to kartkę na stole w której wszystko wyjaśniła , opisała dokładnie dlaczego nie może dłużej żyć z kimś takim jak ja. Nie napisała gdzie się udaje , ale zaznaczyła ,abym nie próbował jej odnaleźć. Przez następne kilka dni chodziłem tak pijany jak tylko mogłem być. W końcu się z tym pogodziłem. Teraz żyję sobie samemu w małym domku , nie przestałem pić , pewnie nigdy nie przestanę , ale przynajmniej już nikogo nie krzywdzę. Pieniędzy nie mam dużo , znajomych nie mam w ogóle , a w dodatku  prawie każdej nocy nawiedzają mnie koszmary. Zacząłem wspominać dawne czasy. 
          Zanim się obejrzałem , było już ciemno ,więc postanowiłem  położyć się spać. Kilka kolejnych dni minęło w miarę spokojnie.W piątek , gdy wróciłem do domu w dosyć późnych godzinach , szybko położyłem się na łóżku myśląc jedynie o śnie. Miałem kolejny koszmar, który zasadniczo różnił się od reszty. W moich koszmarach najczęściej spadam z wysokości lub mam jakiś wypadek samochodowy. Tym razem było inaczej , Obudziłem się w jakimś długim czarnym korytarzu , było tylko kilka słabych świateł ledwo oświetlających podłogę. Wydawało mi się ,że nie miały na celu oświetlać otoczenia a jedynie wskazywać kierunek w którym trzeba się udać. Gdy wstałem na nogi usłyszałem  za sobą w ciemności szczekanie jakiegoś wściekłego psa ,który ewidentnie biegł w moim kierunku , ponieważ wydawane przez niego odgłosy były coraz głośniejsze. Nie zastanawiając się długo zacząłem uciekać w przeciwnym kierunku , biegłem ile tylko miałem sił w nogach , czułem ,że on się do mnie zbliża . W oddali zobaczyłem jasne światło ,które prawdopodobnie było wyjściem z korytarza. Chciałem się do niego jak najszybciej dostać. Gdy myślałem ,że bestia która mnie goni zaraz mnie złapie , dobiegłem do światła a odgłosy za mną ucichły. Odwróciłem się niepewnie , nic tam nie było. Tylko jakieś zamknięte drzwi . Rozejrzałem się dookoła. Byłem na jakiejś opustoszałej ulicy. Nie wiedziałem w którym kierunku mam się udać. Wtedy go zobaczyłem.  Mroczna postać bez twarzy cała na czarno, w płaszczu i kapeluszu. Niestety nie mogłem jej się dokładnie przyjrzeć ze względu na dzielącą nas  odległość. Stał jakieś trzydzieści metrów ode mnie . Widziałem ,że w lewej dłoni miał laskę na ,której znajdowała się szkarłatna czaszka. Jednak to co najbardziej zwróciło moją uwagę to jego koszmarnie trupio białe oczy. Nic innego nie znajdowało się na jego twarzy . Przerażający był kruk siedzący mu na ramieniu. Zwierzę nie było zwykłym ptakiem , było zdecydowanie większe od zwykłego kruka , w dodatku miało ono czerwone ślepia i połyskujące się wręcz pazury. Nie miałem pojęcia co mam zrobić. Staliśmy nieruchomo wpatrując się w siebie z tajemniczą postacią. Owa postać w pewnym momencie uniosła swoją prawą dłoń ku górze.Na ten znak , zwierzę wzbiło się w powietrze i poleciało prosto w moim kierunku z ogromną prędkością. Wtedy się obudziłem , dosłownie sparaliżowany strachem.
       Dojście do siebie zajęło mi trochę czasu. Nie mogłem przestać myśleć o tym czego właśnie  doświadczyłem , ten sen był tak realistyczny ,że nie byłem pewien czy nadal się w nim nie znajduję. Chciałem się jak najszybciej dowiedzieć o co z tym wszystkim chodzi. Nie wierzyłem ,że to co widziałem we śnie ,może być wytworem mojej wyobraźni. Próbowałem znaleźć w tym śnie jakiś sens, ukryte znaczenie. Szukałem w książkach i przeglądałem wiele stron w internecie , czytałem o stworach nawiedzających sny , nie mogłem znaleźć nic o postaci ,która chociaż w pewnym stopniu przypominała by tą z ,którą miałem styczność. Cały dzień i noc spędziłem w książkach i internecie . Powiem naprawdę szczerze , cholernie bałem się zasnąć. Nie chciałem go znowu spotkać , było w nim coś przerażającego i mrocznego. O poranku wyraźnie zmęczony poczułem dopadający mnie głód. Chcąc nie chcąc musiałem udać się do sklepu po jakieś jedzenie. Po szybkich zakupach wracałem do domu. Zamarłem gdy zobaczyłem ,że na furtce przed moim domem siedzi kruk. Stałem kilka metrów od niego i się wpatrywałem. Zwierzę popatrzyło na mnie , zamknęło oczy i otworzyło ponownie. Tym razem zmieniły się na kolor czerwony. To był ptak postaci z mojego koszmaru. Odskoczyłem przestraszony a zwierzę wzbiło się w powietrze. Uważałem ,że postradałem zmysły. Miałem nadzieję ,że to kolejny straszny sen. To nie jest możliwe aby coś ze snu wydostało się do świata rzeczywistego, a przynajmniej miałem taką nadzieję. Gdy wszedłem do domu , powywalałem wszystkie butelki i puszki po alkoholu , nie ważne czy pełne czy puste . Myślałem ,że to przez niego mi teraz odbija. Chciałem się go jak najszybciej pozbyć. Ostatnia butelka została wywalona a ja jakbym poczuł się odrobinę lepiej. Ponownie siadłem przed książkami, nie chciałem tego tak zostawiać. Miałem zamiar dowiedzieć się kim on jest. 
            Niestety, byłem już tak zmęczony i wyczerpany ,że mimowolnie zamknąłem oczy i zasnąłem. Tym razem miejsce w którym się ocknąłem było opuszczonym magazynem , a raczej tak mi się wydawało. Po chwili jednak moje zdanie uległo zmianie ,gdy usłyszałem krzyki dochodzące zza pobliskich drzwi. Moja ciekawość była silniejsza od strachu i spoglądnąłem przez dziurkę od klucza. Za drzwiami znajdowała się wcześniej przeze mnie napotkana postać z białymi oczami oraz pewien rozebrany do pasa , skatowany mężczyzna. Był on przywiązany do krzesła i krzyczał z bólu. Mroczna postać stała przed nim w bezruchu a mimo tego na ciele ofiary pojawiały się rany , cięcia a z całego ciała spływała krew. To było chore, jakby tajemnicza istota mogła zadawać fizyczne rany jedynie za pomocą swoich myśli.  Nie mogłem dłużej tego znieść i powoli się odsuwałem od drzwi. Niestety przypadkowo zahaczyłem nogą o coś metalowego co spowodowało dosyć słyszalny dźwięk, Nagle drzwi się otworzyły a istota spoglądnęła na mnie. Nie wiedziałem co mogłem zrobić. Wykrzyczałem do niej – Kim ty jesteś ?! –mając nadzieję ,że to coś da. Istota w ułamku sekundy pojawiła się przede mną , dzieliło nas zaledwie dwa metry. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałem odpowiedź. To był najstraszniejszy głos jaki w życiu słyszałem , nie byłem w stanie go opisać. Powiedział mi tylko jedno słowo –Raven–.  Przerażony  odwróciłem się i uciekałem przed siebie ile tylko miałem sił w nogach. Za mną pojawił się kruk owej istoty. Zaatakował pazurami moje plecy a ja z bólu przewróciłem się na podłogę. Ostatnie co widziałem to szkarłatne pazury na mojej twarzy. Nagle się obudziłem na stole w swoim domu. To co właśnie się stało było nie do pojęcia. Za oknem było już ciemno , pewnie przespałem cały dzień. Serce biło mi jak szalone, byłem wyczerpany. Wiedziałem ,że jestem w rzeczywistości jednak coś mi nie pasowało. Odwróciłem się i doznałem szoku , za mną stał Raven. Wyraźnie go widziałem. To nie był sen , ale najprawdziwsza rzeczywistość. Byłem pewny , tym razem nie pozwoli mi odejść. Miałem dość strachu i uciekania. Faktem jest ,że byłem przerażony , ale chciałem stawić temu czoła. W swoim życiu popełniłem wiele błędów. Przeze mnie cierpiały dobre osoby i nie mogłem z tym już nic zrobić. Na koniec swojego żywota mogę powiedzieć tylko jedno. ŻAŁUJĘ.   

środa, 4 października 2017

Billy

     Była to końcówka jesieni. Właśnie przyjechaliśmy z rodzicami do naszego nowego domu. Nie widziałem w nim nic specjalnego, zwykły dom rodzinny, jednopiętrowy w trochę starym stylu.  Od zewnątrz był pomalowany jasno żółtą farbą, co w sumie moim zdaniem pasowało do czarnego dachu z blachy. Gdy wysiadłem z samochodu byłem tak zmęczony kilku godzinną podróżą, że myślałem tylko o tym, aby pójść do swojego nowego pokoju i zasnąć. Jak pomyślałem tak postanowiłem zrobić. Od razu udałem się na piętro, gdzie znajdowało się upragnione łóżko na którym położyłem się i momentalnie zasnąłem.  Z samego rana obudziła mnie mama przypominając mi, że jest poniedziałek i muszę iść do szkoły. Pomyślałem, że to nie tak źle, przynajmniej poznam nowych znajomych z klasy. Szybko się obmyłem, ubrałem w swoją ulubioną czarno–białą bluzę oraz  granatowe jeansy i zszedłem na śniadanie. Musiałem się pośpieszyć z jedzeniem, przecież kierowca busa nie będzie specjalnie na mnie czekał, poza tym  średnio mi się widziało iść trzy kilometry do szkoły. Gdy już dojechałem, trafiłem idealnie na dzwonek rozpoczynający lekcje. Usiadłem sobie w jedynym wolnym miejscu, czyli pierwszej ławce przy oknie. Nauczycielka przedstawiła mnie innym uczniom i rozpoczęła lekcję, która minęła w spokoju. Na przerwie poznałem prawie całą swoją klasę, z wyjątkiem jednego chłopaka, który całą przerwę siedział wpatrzony w swój zeszyt. Uznałem, że zwyczajnie woli posiedzieć samemu, niż z rówieśnikami. Klasa wydawała się całkiem miła . Wystarczyła mi jedna krótka rozmowa z nimi, abym mógł zaobserwować pewne podstawowe rzeczy. Łatwo było się domyślić kto jest liderem klasy, jakie dziewczyny są ,, księżniczkami " i kto jest typowym lizusem.
     Dzień w szkole zleciał całkiem szybko i mogłem już wracać do domu. W mieszkaniu czekało na mnie moje ulubione spaghetti z dużą ilością sera. Gdy zjadłem, powędrowałem na górę do pokoju. Resztę dnia spędziłem na siedzeniu w internecie i słuchaniu muzyki. Mimo, że dopiero się wprowadziłem, czułem że szybko się tu zaaklimatyzuje.
     Zanim się obejrzałem był już piątek, a mnie coraz bardziej ciekawił ten odosobniony chłopak. Chyba nikt nie mógł być tak aspołeczny aby cały tydzień w szkole nie zamienić z nikim słowa na przerwie, a przynajmniej nikogo takiego jeszcze nie spotkałem. Nawet nie znałem jego imienia. Postanowiłem się dopytać o niego Bartka, klasowego lidera. Dowiedziałem się, że chłopak ten nie jest zbytnio lubiany, nigdy z nikim nie rozmawia i nigdy nic się od niego nie dowiesz. Uważałem, że dosyć łatwo nawiązuję nowe znajomości więc postanowiłem do niego podejść na następnej przerwie. Chłopak jak za każdym razem siedział na ławce na korytarzu i czytał coś w swoim zeszycie.  Gdy zauważył, że idę w jego kierunku zamknął i schował zeszyt do swojego plecaka. Podszedłem do niego i się przywitałem mówiąc:
— Cześć jestem nowy w tej szkole, poznałem już większość klasy, ale Ciebie jeszcze nie znam. Jestem Adam a ty? — uśmiechając się podałem mu dłoń.
— Cześć. Mam na imię Billy. — odpowiedział, jakby z niesmakiem.
Wydawał się być nieobecny, próbujący coś ukryć. Coś czego bardzo się boi.  
Nie chciałem go o to wypytywać. Widać było ,że i tak nie będzie chciał o tym rozmawiać. Przecież nawet się nie znamy, więc po co miałby mi opowiadać o swoich sprawach. Po zastanowieniu pewnie nikomu o nich nie opowiada. Postanowiłem kontynuować rozmowę i pytałem się o różne typowe sprawy. Jednak tak jak mówił Bartek , niczego konkretnego się nie dowiedziałem, z wyjątkiem tego ,że mieszka niedaleko mnie. Billy odpowiadał od niechcenia i rozmowa z nim była dosyć mdła. Gdy tylko zapytałem co jest w zeszycie ,który tak często ogląda ocknął się. Powiedział wyraźnie zdenerwowany ,że to jego prywatna sprawa i nikt nie musi o tym wiedzieć. Przeprosiłem i powiedziałem ,że nie będę o niego więcej pytał. Chwilę później był dzwonek na ostatnią lekcję, która zleciała w mgnieniu oka. Po skończonych zajęciach zaproponowałem Billemu spotkanie w sobotę. Nie spodziewałem się ,że się zgodzi , ale ucieszyłem się z tego powodu. Miałem skrytą nadzieję ,że dowiem się coś o jego strachu i tajemniczym zeszycie, który rozpalił moją ciekawość. Następnego dnia spotkałem się około godziny 16 w umówionym miejscu z Billym. Gdy go zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć, że to z tą osobą chodzę do klasy. Ten Billy był kompletnie inny. Nie był smutnym, aspołecznym znajomym z klasy. Osoba stojąca przede mną to zwykły 15 latek  z krótkimi czarnymi włosami ułożonymi na bok, nawet trochę się uśmiechał. Zaproponował abyśmy się przeszli, bo pewnie nie znam jeszcze tego miasta. Zgodziłem się. Wydawało mi się, że się zakolegowaliśmy. Zanim się obejrzałem  zrobiło się ciemno, Billy wyraźnie się zaniepokoił i chciał już wracać do domu.  Przytaknąłem mu i udaliśmy się w stronę swoich domów.
     Nadszedł poniedziałek, w szkole znowu Billy stał się tym smutnym uczniem bez życia. nie chciał za bardzo nawet ze mną rozmawiać. Nie miałem pojęcia o co mu chodzi i postanowiłem zaryzykować. Cierpliwie czekałem do ostatniej lekcji. Gdy Billy poszedł do ubikacji, zostawił plecak w pobliżu. Zakradłem się i szybko wyciągnąłem z niego zeszyt, który jest tak ważny dla mojego kolegi. Wiedziałem, że go nie otworzy, przecież lada moment przyjadą odebrać go rodzice.
     Będąc już w domu od razu poszedłem do swojego pokoju, aby móc zaglądnąć do tajemniczego zeszytu. Gdy go otworzyłem, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. W środku było pełno notatek i zapisków co do morderstw w naszym miasteczku oraz dane wszystkich zabójców.  Billy łączył wspólne cechy morderstw w poszukiwaniu jakiegoś związku. To wszystko przypominało notes jakiegoś szalonego detektywa, a nie zeszyt piętnastolatka. Bałem się przeglądać kolejne strony,  jednak coś mnie skusiło, aby to zrobić.  Notatki jednak były tylko początkiem.  Na kolejnych stronach były własnoręcznie spisane wspomnienia  Billego,  który opowiada o spotkaniu z psychopatą. Fragment który przeczytałem napisany był prawie cztery miesiące temu. Tekst, który przeczytałem wywołał u mnie przerażenie i niedowierzanie.

Miałem zły sen i obudziłem się w środku nocy. Zauważyłem, że z jakiegoś powodu okno było 
otwarte, ale byłem pewny , że zamykałem je, zanim położyłem się spać. Wstałem więc z łóżka, żeby je zamknąć ponownie. Gdy tylko to zrobiłem ,starałem się ponownie zasnąć. Z jakiegoś powodu nie mogłem spać, czułem się obserwowany. Otworzyłem oczy ,aby rozejrzeć się po pokoju. Zobaczyłem coś co na zawsze pozostanie w mojej pamięci . W rogu pokoju widziałem oczy. To nie były normalne oczy, to były oczy szaleńca, mroczne i przerażające. Następnie ujrzałem jego usta. Miał długi i nienormalny uśmiech. Stał ,ciągle wpatrując się we mnie . Miałem wrażenie ,że to trwa wieczność. Nie mogłem nic zrobić, byłem sparaliżowany strachem. Nagle powiedział do mnie słowa. Zwykłe słowa powiedziane w taki sposób , że mogły się wydobyć tylko z ust szaleńca. Usłyszałem ,,Idź spać ". Zacząłem krzyczeć a światło na korytarzu prowadzącego do mojego pokoju zaświeciło się. Jedyne co on zrobił to uśmiechnął się do mnie i powiedział ,, jeszcze po Ciebie wrócę", a następnie uciekł przez okno.  Opowiedziałem o tym wszystkim przez łzy  rodzicom którzy nie chcieli mi uwierzyć.  Mówili ,że to był tylko realistyczny koszmar i ,że już nie wróci. Ja wiem co widziałem i jestem pewny ,że któregoś dnia on po mnie wróci.
     Gdy już trochę ochłonąłem i  zrozumiałem co się dzieje, chciałem jak najszybciej porozmawiać z Billym. Niestety nie znałem jego adresu, wiedziałem tylko, że mieszka gdzieś niedaleko. Postanowiłem, że jutro z muszę się z nim spotkać. Pewnie będzie wściekły, że ukradłem mu ten cholerny zeszyt, ale nie dbam o to. Postaram mu się jakoś pomóc. Resztę czasu spędziłem na myśleniu co mogę zrobić i co mu powiem, po czym zasnąłem.
     Z rana jak najszybciej wstałem z łóżka, poprosiłem rodziców aby mnie wcześniej zawieźli do szkoły. Zależało mi na spotkaniu z chłopakiem.  Do szkoły pojechaliśmy inną drogą niż tą, którą zwykle jadę busem. Chcieliśmy uniknąć dużego ruchu na drodze.  Gdy byłem już w szkole usłyszałem od wychowawczyni, że Billy nie żyje. Został   zamordowany. Wychowawczyni nie chciała nam nic więcej powiedzieć.
     Nie wiele myśląc pojechałem szukać jego domu. To nie było trudne ,  przed jednym z mieszkań było pełno taśmy policyjnej i radiowóz , wiedziałem ,że to w tym domu Billy odszedł. Zapukałem do drzwi , rodzice Billego byli zrozpaczeni, nie chcieli nie wpuścić . Nie dziwię im się, kilka godzin temu stracili jedynego syna. Poszedłem do policjanta,siedzącego w radiowozie przed ich podwórkiem. Chciałem  się czegoś dowiedzieć  mimo ,że wiedziałem kto za tym stoi. Początkowo policjant nie chciał mi nic powiedzieć, jednak po długich namowach zgodził się.  W nocy rodzice Billego usłyszeli krzyki i wrzaski , które chwilę później ucichły. Przestraszeni pobiegli do pokoju syna, gdy tylko otworzyli drzwi zobaczyli krew.   Billy leżał na łóżku z podciętym gardłem  i pociętym ciałem cały zakrwawiony a sprawca uciekł przez okno. Pan policjant powiedział ,że nigdy nie widział czegoś równie okropnego. Ten psychopata ,nawet podpisał się nożem na Billym. Po czym wyszeptał mi to imię do ucha.  Załamałem się jak tylko to usłyszałem , nie byłem w stanie nic powiedzieć ani nic zrobić. Wiem jedynie tyle ,że ten morderca nadal gdzieś grasuje na wolności, a na imię mu JEFF.